Magdalena Leszner-Skrzecz
Valentino – włoski projektant świata haute couture
Valentino – mistrz czerwonego dywanu
Valentino – kinowy styl włoskiego mistrza
To nie wymuszony przepych. To nie zgubny nadmiar. Wyjątkowości tym pracom nadają wyważone zależności między formą, kolorem oraz niuansami konstrukcyjnymi i dekoracyjnymi. Bo jak mówił ich projektant: „Elegancja to równowaga między proporcją, emocją i zaskoczeniem”. Właśnie tak powinniśmy odbierać dzieła artysty – jednego z ostatnich wielkich mistrzów haute couture, niezastąpionego Valentino.
Valentino Ludovico Clemente Garavani stał się ambasadorem włoskiej mody na świecie. Od młodzieńczych lat wiedział, co pragnie robić w życiu. Ani na chwilę nie zwalniał. Dążył do perfekcji. Czy jednak może nas to dziwić? Przecież to właśnie on ubierał gwiazdy filmowe, swoje muzy srebrnego ekranu. Hollywood w swej najdoskonalszej klasie ukształtowało go jako projektanta. Kobiety złotej ery kina stały się jego inspiracją. To one napędzały go do pracy. To dla nich tworzył. Pomimo wielkiego splendoru i jasnych fleszy nie pozwalał sobie jednak na ekstrawagancję. Valentino to klasyczna harmonia z nutą wyrafinowanej elegancji, kobiecości i zmysłowości. Na firmamencie modowej sceny zapisał się jako mistrz, który umiejętnie łączył to wszystko, co dla innych okazywało się nieosiągalne. Pozostanie w pamięci kolejnych pokoleń, oddziałując na nie swą nietuzinkową estetyką.
Imię nadane mu przez matkę ukształtowało go od narodzin. Bożyszcze kobiet, gwiazda kina niemego Rudolph Valentino miał bowiem okazać się symboliczną trampoliną do świata filmowego, w którym idealne kobiety noszą cudowne stroje i zachwycają swym urokiem.
Paryż – miejsce wielkich domów mody, rodzącego się krawiectwa z najwyższej półki dopracowywanego w najmniejszym detalu, dystyngowanych mężczyzn oraz niezwykle dostojnych kobiet. Jeśli działać w branży, to tylko tam. Jeśli uczyć się od najlepszych, to właśnie w tym mieście. L’Ecole de la Chambre Syndicale de la Couture Parisienne stała się szkołą Valentino. Założona w 1927 roku kształciła projektantów, którzy mieli podbić ten trudny, acz nieprawdopodobnie pociągający świat mody. Związane z nią nazwiska: André Courrèges, Yves Saint Laurent, Karl Lagerfeld czy Issey Miyake mogą zaświadczyć o jej renomie. Jednak nie wystarczyło samo ukończenie uczelni. Zaledwie w wieku 18 lat Valentino zdobył niezwykle ważną nagrodę od stowarzyszenia International Wool Secretariat, dzięki której otworzyły się dla niego kolejne drzwi. By dać się poznać, zdobyć doświadczenie, nabrać szacunku do pracy, wymagane były staże u tych, którzy już działali prężnie na rynku. Valentino więc pojawił się w pracowniach Cristobala Balenciagi, Jeana Dessès, Guy Laroche’a. Przez kilka lat obserwował wszystko, co się wokół niego działo. Stał się częścią paryskiej społeczności. Nauczył się doceniać szczegóły projektu wpływające na odbiór całości. Do perfekcji kształcił oko i rękę. Pracował ciężko, wytrwale dążąc do wyznaczonego sobie celu. Dla młodego człowieka z Lombardii stolica Francji była pierwszym krokiem do przyszłego sukcesu.
Po powrocie do Włoch przez krótki moment terminował w pracowniach Vincenzo Ferdinandiego oraz Emilio Schubertha. W 1959 roku jako zaledwie 27-letni człowiek otworzył własne atelier przy via Condotti w Rzymie, które od tego momentu pozostanie na zawsze już z nim związane. (Dziś w tym miejscu znajduje się biuro Giancarlo Giammettiego – prezesa Fondazione Valentino Garavani e Giancarlo Giammetti, a także długoletniego przyjaciela i towarzysza projektanta).
Dom mody w Wiecznym Mieście rozpoczął karierę kolekcją „Ibis”, w której pojawiła się pierwsza kultowa koktajlowa sukienka projektanta „Fiesta”. Od tego czasu czerwona barwa stała się obowiązkowa, stała się niejako jego symbolem. Valentino Rosso otrzymała swój numer w Pantone jako symbioza 100% magenty, 100% żółci i 10% czerni. Opowieść o jej powstaniu i wpleceniu w każdą kolejną kolekcję ma w sobie coś z hollywoodzkiej legendy. Podobno to barcelońska premiera operowej „Carmen” Georges’a Bizeta rozbudziła tę miłość. Na sali bowiem artysta zauroczył się kobietą siedzącą w loży. Jej siwe włosy podkreślała aksamitna głębia czerwonej kreacji. Było to na tyle zjawiskowe piękno, że pozostało z projektantem już do końca życia. Czerwień wielokrotnie gościła w jego kreacjach, a my mogliśmy ją oglądać w sukniach noszonych przez
Anne Hathaway, Zendayę, Kristen Wiig, Claudię Schiffer, Scarlett Johansson, Gwyneth Paltrow i wiele innych sław, spośród których część niejednokrotnie odbierała w jego kreacjach filmowe nagrody, jak chociażby Julia Roberts czy Sophia Loren.
Aktorki kochały Valentino, a on odwzajemniał się im swoimi dziełami. Najlepsze tkaniny, nieoczywiste rozwiązania i misterne detale, a przy tym harmonijne połączenia sprawiały, że nigdy nie były to tylko suknie. W 2005 roku Cate Blanchett ubrana w żółtą długą i prostą kreację, idealnie dopasowaną do jej karnacji, wystąpiła na gali rozdania Oscarów. Drapowanie z tyłu oraz kontrastujący pasek nadał nieco pazurka. Innym razem mogliśmy zobaczyć prześwitujące materiały i błyszczące detale, by kolejnego dnia Valentino zaskoczył nas plisami i drapowaniem. To, co u innych mogłoby zahaczyć o kicz, u niego nigdy nawet się o niego nie otarły. Pracował aż do ostatniej minuty nad każdym projektem, wręcz do perfekcji doprowadzał szczegóły. Miał swoiste wyczucie stylu sprawiające, iż kobiety olśniewały, jak chociażby Anita Ekberg w niezapomnianej roli w „Słodkim życiu” Felliniego (jej czarna suknia z kąpieli w fontannie di Trevi należy do kanonu ikonicznych), a także Elizabeth Taylor czy Jackie Kennedy. Dwie muzy, dwie kobiety legendy, które były jego stałymi klientkami, a co więcej przyjaciółkami. Znajomość z nimi otworzyła mu wiele nowych drzwi. Już w 1961 roku Taylor pojawiła się w sukni projektanta na premierze filmu „Kleopatra”. Od tego czasu częstokroć korzystała z jego usług. Natomiast pierwsza dama Ameryki została klientką w 1963 roku, gdy jako wdowa poszukiwała nowej garderoby godnej sytuacji, w której się znalazła. Wówczas to Valentino zaprojektował czarno-białą kolekcję co, jak się okazało, także znalazło swe odzwierciedlenie w późniejszych pracach. Na przykład w ’85, gdy outfity w paski zagościły na wybiegu lub też w ’92, gdy to kratka biało-czarna na wełnianym tartanie zachwycała w dopasowanych strojach. Jackie była także inspiracją podczas tworzenia czysto śnieżnych strojów, odkąd założyła na swój ślub z Arystotelesem Onassisem sukienkę kroju włoskiego mistrza. Zresztą nie była jedyną gwiazdą, która mogła pozwolić sobie na taką weselną przyjemność. W 2001 roku Jennifer Lopez miała na sobie koronkową kreację, rok później królowa Maxima z Niderlandów zachwyciła satynową elegancją, a w 2013 księżniczka Magdalena ze Szwecji wybrała jedwabną organzę. Na licznych pokazach także prezentował suknie ślubne, pozwalając sobie na odważne kroje, odsłonięte części ciała, dekoracyjne detale. I tak w 1994 roku Sharon Stone miała na sobie krótką, niezwykle wyrafinowaną sukienkę, a rok później Claudia Schiffer wystąpiła w długiej, eleganckiej i bogato wyszywanej sukni. Za każdym razem czar wyrafinowania pozostawał nieuchwytny. Gwiazdy nosiły fenomenalne kreacje, a mistrz Valentino pokonywał kolejne etapy na drabinie sukcesu.
W 1967 roku otrzymał niezwykle ważną nagrodę amerykańskiej branży Neiman Marcus Award. Tą nagrodą uhonorowani zostali również inni wybitni projektanci, jak Elizabeth Arden, Elsa Schiaparelli, Christian Dior, Coco Chanel, Ralph Lauren czy Karl Lagerfeld. Rok później powrócił do Paryża wraz z „Białą Kolekcją” haute couture, którą otworzył butik przy Avenue Montaigne. Wkrótce nowe salony pojawiły się w Mediolanie, Nowym Jorku, Londynie i Tokio. Równocześnie Valentino wszedł w rynek prêt-à-porter, oferując swe projekty szerszej grupie odbiorców. Co więcej, podobnie jak inne marki tej rangi, wprowadził na rynek perfumy dostępne przecież za dużo mniejsze pieniądze niż projekty krawieckie. Pierwszy flakonik z roku 1978 to kwiatowy zapach idealnie odzwierciedlający zamiłowanie projektanta do natury. „Valentina” z 2011 roku o zapachu bergamotki i białych trufli odznacza się klasyczną, szklaną buteleczką ozdobioną płatkami niczym falbany sukni. „Valentino Donna” z 2015 roku to natomiast róża, wanilia, paczula zamknięte w szklanej buteleczce usianej kryształowymi ćwiekami, z których słyną dodatki galanteryjne tego włoskiego domu.
Chyba można powiedzieć, że Valentino to całe imperium. Rzym, Paryż, Londyn, Nowy Jork, Gstaad. Miejsca, w których mieszkał i tworzył. Obywatel świata kochający piękno zamieniał każde z nich w swoiste dzieło sztuki. Tak jak jego projekty modowe, tak i codzienność musiała odznaczać się istnym artyzmem. Od posiłków, poprzez strój, przyjęcia, podróże. Każdy element życia przejawiający się kunsztem wielkiego estety. Nie oddzielał pracy od życia prywatnego. Wszystko było ze sobą połączone, przenikało się nawzajem niczym części jednego organizmu. Valentino stworzył po prostu dla siebie świat, którym dzielił się z innymi na tyle, na ile sam chciał.
19 stycznia 2026 roku odszedł jeden z ostatnich wielkich mistrzów haute couture. Odszedł zgodnie ze swym życzeniem: „Chciałbym wyjść z przyjęcia, kiedy sala wciąż jest pełna”. Sala jest nadal pełna i taka zapewne pozostanie, gdyż Valentino był po prostu maestro della moda.


















